Chcemy się podzielić poruszającym tekstem Lucyna Drelinkiewicz i pięknymi linorytami Beaty Grosickiej, które można będzie kupić w naszym sklepie już wkrótce.

 

21 lutego w Samorządowym Centrum Kultury i Promocji Gminy Zabierzów zostanie otwarta wystawa linorytów Beaty Grosickiej.

Artystka mieszka w Zabierzowie, studiowała w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie i w Gdańsku. Od ośmiu lat cierpi na chorobę Parkinsona.

– Są dni, że dobrze funkcjonuję, ale bywa, że nawet ciężko mi wstać z łóżka – opowiada – z trudem chodzę, chwieję się na nogach, a ludzie myślą, że jestem pijana. Od paru dni mam balkonik, na którym mogę się wspierać przy chodzeniu. Jeszcze niedawno dawałam sobie radę z prowadzeniem samochodu…

Latem, właśnie samochodem wracała ze szpitala z Krzeszowic. Zatrzymała się przy restauracji, by napić się czegoś zimnego. Gdy usiłowała wrócić do samochodu, podbiegło kilku mężczyzn, ktoś wyrwał jej kluczyki z rąk, wołając: jest pani pijana, w takim stanie nie może pani prowadzić auta! Wezwano policję. – Dobrze, że miałam przy sobie dokumenty ze szpitala – opowiada – a policjanci po zbadaniu mnie alkomatem, pozwolili jechać.

Beata Grosicka przez 15 lat pracowała w Ikei, najpierw jako plastyk, dekorator wnętrz, potem odpowiadała za aranżację wnętrz pawilonów Ikei, robiła prezentacje wizualne w całej Polsce, a teraz jest zastępcą kierownika Działu Dekoracyjnego. Od trzech lat przebywa jednak na zwolnieniach lekarskich, myśli o przejściu na rentę. Chce całkowicie poświęcić się grafice i linorytowi, bo ta technika – jak mówi – trzyma ją przy życiu. Gdy zaczęła chorować, najpierw posłuszeństwa odmówiła prawa ręka, nie mogła nawet utrzymać w dłoni łyżeczki.  Wtedy zaczęła czytać wszystko, co dotyczyło linorytu. Przez rok poznawała zasady tej techniki. Pierwszy etap w linorycie, to wycięcie rysunku dłutkiem, rylcem w linoleum. I okazało się, że ręka zaczęła pracować. Była coraz sprawniejsza. Powstawały kolejne prace. Teraz pani Beata bez problemu posługuje się bezwładną dawniej ręką. Gdy powstanie matryca, czyli obraz na linoleum, pokrywa się go farbą i odbija przy pomocy prasy na papierze lub innym materiale. Pani Beata stworzyła sobie warsztat linorytniczy w garażu pod blokiem, w którym mieszka. Tu znajduje się prasa z wałkami, farby, rylce o różnej grubości, materiały do odbitek i kawałki linoleum. A w mieszkaniu na górze, o powierzchni 76 metrów kwadr., artystka tworzy właśnie galerię. Na ścianach umieściła już wiele prac. – Tu będę organizować wernisaże, zapraszać gości – mówi. Swoje prace trzymam pod łóżkiem, więc jak powstanie galeria, będzie można je wyeksponować.

Na razie przygotowuje linoryty na wystawę w Galerii na Piętrze w SCKiP.  Na białych, drewnianych parawanach znajdą się rysunki kilkorga dzieci, w tym córek artystki z dawnych lat. Na podstawie dziecięcych rysunków pani Beata stworzyła wiele kompozycji linorytniczych. Na każdym parawanie obok rysunku dziecka pokazane zostaną właśnie jej linoryty, wiążące się z danym rysunkiem. – Chciałabym, by ludzie przynosili mi rysunki wykonane przez dzieci, będę mogła w oparciu o nie tworzyć następne linoryty – mówi.

Beata Grosicka miała już kilka wystaw indywidualnych, a jej linoryty uczestniczyły w wielu wystawach zbiorowych. Tematyka prac – bardzo różna. Zaczęła od kotów, potem przyszły kwiaty, rośliny, postaci, portrety i obrazy abstrakcyjne.  Talent odziedziczyła po ojcu, który choć nie miał wykształcenia plastycznego, ale pięknie rysował. Ojciec zmarł przed czterema laty, a pani Beata na podstawie jego rysunku stworzyła linoryt, który umieściła na nagrobku ojca na zabierzowskim cmentarzu. Jej dwie córki bliźniaczki: Magda i Marta – dziś 26-letnie ukończyły ASP.  Młodsza Marysia – absolwentka Zarządzania Mediami i Kulturą na UJ jest kuratorem otwieranej właśnie wystawy w SCKiP.

– Mam już pomysł na kolejny cykl obrazów, na kolejną wystawę: siedem grzechów głównych i ósmy: egoizm – mówi artystka. Teraz moją przyjaciółką jest Zosia Florek – Paszkowska, niepełnosprawna graficzka komputerowa. Jak zaczęłam chorować, wielu dawnych przyjaciół i znajomych odsunęło się ode mnie.  A przecież mimo niepełnosprawności, jestem tą samą osobą. Nie wiem, dlaczego tak jest…

Lucyna Drelinkiewicz

cats